czwartek, 15 stycznia 2015

Czwartunio

Wystarczało dosłownie kilka małych modyfikacji, żeby się lepiej poczuć. Pisałem w poniedzialek o zmianach godzin snu i dzien juz jest dluzszy. Mogę wstać o 7 i poćwiczyć w domu i jeszcze wyrobić się do pracy, plusów wiele: w przeciwieństwie do siłowni sprzęt jest zawsze wolny, nie marnuję czasu na dojazdy, nie muszę zabierać do plecaka odżywek, ciuchów i obuwia, które potem jedzie ze mną na drugi trening i tacham po całym miescie. Prysznic na miejscu, sniadanie na miejscu, zysk czasu spory. No i na żadnej siłowni nie da rady ćwiczyć z laptopem :D
Kolejna ostatnio ważna zmiana, to ograniczenie kalorii. Nie jakoś drastyczne - staram się nie podjadać słodyczy między posiłkami. Między śniadaniem, dwoma obiadami i kolacją jest godzin na to, żeby insulina sobie spadła. Miałem wrażenie wyrabiania w sobie insulinooporności: o ile nie postawiono w tym kierunku żadnej diagnozy, to sugestia lekarza sportowego zadziałała, a ja przestałem czuć się wypompowany i senny, co zdarzało mi się przez wiele ostatnich miesięcy. Przyzwyczaiłem się do lekkiego ssania w żołądku, ale z większym apetytem jem też posiłki. No i najważniejsze - wyleciała z diety coca-cola, którą piłem - nie skłamię - z 11 lat. Codziennie puszka, albo 0.5. Czasem więcej. W zamian piję mocno mineraizowane (2000 mg i więcej) wody mineralne. Trwa to już 3 miesiąc. I naprawdę czuję się dużo lepiej. Pozostały do wywalenia jeszcze 2 podwójne mocne kawy z dziennego planu, bo zamierzam wrócić do suplementacji, m. in. kreatyną,więc nie przeginaneni z kofeiną jest wskazane. Spadła waga - w sierpniu jeszcze ważyłem 99.5kg, wczoraj - 92kg. Nie jest to jakaś oszałamiająca liczba (w zeszłym roku na zawody zrzucałem 6kg w 1.5 godziny, ale była to tylko woda). Z pewnością udział w tym ma kontuzja i spadki mięśniowe, ale nie tylko. Tak jak nadmieniłem - samopoczucie +10. Kolejne +10 za poczucie, że w końcu coś ze sobą sie robi.

Wczoraj był kolejny z treningów z serii "rozćwiczenie", jeden z ostatnich. Jutro wizyta u ortopedy, dowiem się czy mogę wrócić już do normalnych treningów po zerwaniu więzadła w kolanie na początku grudnia. Jeśli tak, to oprócz góry zacznę w końcu ćwiczyć nogi :) Pare dni temu wjechało też trochę nowego sprzętu, 60kg w talerzach, więc jest co tachać, a także roller do automasażu. Chiński produkt, ale nie różni się niczym od naszych "zajebistych", oprócz ceny - zapłaciłem za niego ~20-30 złotych.


Wczoraj plecy, zniszczyło mnie zwłaszcza ćwiczenie z gi, bo palce już odmawiały posłuszeństwa. Na razie wciąż niewielkie ciężary, ale:

podciąganie na drążku szerokim nachwytem - 4x10x (5kg na pasie)
martwy ciąg - 4x12x68kg
przyciąganie sztangi podchwytem - 4x12x58kg
przyciąganie się w opadzie tułowia na gi - 4x10x
stopy do drążka (brzuch) - 4x12

A dziś leci jeszcze rozćwiczeniowa klata :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz