poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Obóz Berserkers, pierwsze dwa dni

Przyjazd wczoraj: z Wroclawia do Szczecinka, przesiadka na pociag do Czaplinka, a stamtad już rowerem 7 km przez wsie i las i mamy Stare Kalensko. Akurat zalapalem się na kolację, wyladowalem z Konieczko i Makaronem na pokoju, odwiedzilismy jeszcze wieczorny streczing u Irenki Preiss. Spac.

A, teraz juz, pierwszy dzień za mną. O 8 rozruch: pare km lasem, kilka cwiczen. Później, na pierwszym treningu przejscie gardy (uchwyt za nogawki, bark na brzuch przeciwnika), kolejne: leg drag do kolana na brzuch ze zmianą nog na drugą stronę. Kolejna technika będąca rozwinięciem: przeciwnik wplata z dołu reke przez dol kolanowy na udo, wyłapuje rękę i wchodzi biodrami pod kolegę az do sweepa. Kolejne rozwinięcie: trzymajac wciąż noge, z góry, blokujemy biodra kolanem i klucz na stopę padajac w przód. Konczymy technikę  blokujac druga noga tylek.

Sniadanie. Jedzenia w bród - szwedzki stol, a do tego danie główne: ryz na mleku.

Drugi trening to sparingi. Cztery walki z podziałem na -80 i + 80 kg. Przeciwnicy niezli, dostalem lomot od dwoch purpur. Dużo dobrej kontroli i pozycji, ale odmienny styl niż u nas, zdecydowanie mniej finezji, malo pajakow, de la rivy itd.

Po sparingach poszlismy nad jezioro. Bardzo ładnie, woda chlodna, przyjemnie. Zaczyna mi doskwierac bark, pod koniec dnia nie mogłem już ruszać ręka, z resztą Konieczko też sie zepsul, padło mu kolano.

Obiad spoko, kurczakowy gyros z ryżem. Glod najlepszym kucharzem, więc nie wybrzydzam, zapijam kompotem i mamy pare godzin na sjeste.

Ostatni trening to troche techniki i zadaniowki. Po wskoczeniu do gardy ze stojki, zjezdzamy w dol po nogach przeciwnika, by zamknac garde na jego kolanach. Rekoma chwytamy pod dupe i sweepujemy. Kolejne techniki w podobnym guscie, tylko juz na glebie, zmuszamy przeciwnika do złączenia kolan i wytracamy z równowagi. Techniki trochę na Jana, ale zawsze to jakaś odmiana. Na zadaniowkach zostalismy podzieleni na pasy, 4 osoby pracowały zamknięta garda, reszta próbowała przechodzić. Chyba udało mi sie wygrać wszystko, ale przewaga masy dawala o sobie w większości przypadków znać. Potem urozmaicenie, osoba z dolu trzymała pilki tenisowe, więc miała utrudnione chwytanie, dodatkowo przegrywala jeśli pilki udało się wytrącić. Dwa razy tak przegrałem :)

Przed kolacja schlodzilem się chwilę w jeziorze, potem kielbacha z keczupem, troche zieleniny.                          

Dostalismy koszulki obozowe, fajne, ale odnoszę wrażenie ze z biegiem lat PitBull obniża jakość.

No i ja już w wyrku, a chłopaki poszli na streczing, ja już mam dosc. Dobranoc.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz