środa, 18 kwietnia 2012

Miło sie robi

Od ostatniego posta trochę spraw się unormowało.

Tak więc, od zawodow w Dzierżoniowie udało mi się dostać niesamowicie po dupsku w Luboniu na Otwartych Mistrzostwach Gold Team (przegrałem na punkty w pierwszej walce, startowalem z niedowagą jednak nic nie tłumaczy 5 minut leżenia na plecach ;), a potem w Skale przegrałem finałową walkę ze znanym mi już Jarkiem Ogiegło i przywiozłem do domu srebro.

Od połowy kwietnia wróciłem na siłownię. Dopiero 3 treningi za nami, ale będzie dobrze.

Po świętach wielkanocnych przywiozłem z Olsztyna rower, który dostałem w prezencie od mojego kolegi, Grześka. Rower kurzył się w piwnicy, ale o dziwo po napompowaniu kół i pryśnięciu łańcucha WD40 stał się jezdny. Dwa dni pojeździłem nim po Wrocławiu, ale dmuchając na zimne, oddalem go na remont do serwisu. Wymieniono parę części, założono nowe kapcie i już wygląda dużo lepiej :)

Dzisiejszy dzień wyglądał niemal modelowo. Rowerem na siłownię, siłownia (plecy i biceps), rowerem do pracy, praca, rowerem z pracy, rowerem na trening, bjj, rowerem do domu. Żyć nie umierać :) Do wakacji będzie moc i ogień ;)

A jeszcze mnie Sadek wkręcił do filmiku ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz