niedziela, 26 lutego 2012

No-Gi Dzierżoniów 2012

No to mam za sobą kolejne zawody. Nie był to żaden pro-szał, ot trafiłem do grupy z trzema innymi facetami. Po przejściach z ostatnią grypą żołądkową bardzo spadła mi waga, czego efektem było 88 kilo na weryfikacji mimo, że kategoria - do 96kg. Przyjechaliśmy (ja po 3-4 godzinach snu dosłownie, Nina w nocy szalała i nie dawała spać), zważyłem się i pełen powątpiewania zacząłem się rozgrzewać około 10:00, a moja kategoria zaczęła się dopiero koło 14:00 (trzeba było położyć się jak zwykle do śpiwora i mieć z bani a nie ambitnie próbować utrzymać temperaturę przez parę godzin :)). Do pierwszej walki zmienili mi przeciwnika, który jednak nie wszedł na matę, zmienili więc nam system z pucharowego na "każdy z każdym". Następnie kolega z klubu złapał się za karki z jakimś facetem starszym wiekiem, ale i doświadczeniem i musiał uznać wyższość rywala, po czym postanowił nie wychodzić ze mną do drugiej walki pozwalając mi przesiedzieć na ławce drugi pojedynek. A więc w finale wylądowałem z - na moje oko - nieźle zakonserwowanym zapasiorem, postanowiłem nie wchodzić, nie dawać się wciągnąć i plan się udał. Walka o uchwyt w stójce, jego próba wejścia do latającej balachy czy wciągnięcia do gardy (ciężko stwierdzić) skończyła się łatwym oddaniem pleców i moim nie do końca poprawnie zapiętym, ale poprawionym końską siłą mata leo. Złoto. Pierwsze w życiu :)



Odniosłem nieprzyjemne wrażenie, że przeciwnik bardzo zle przyjął porażkę, może zbyt ambitnie do tego podszedł.

Ja natomiast - mimo oczywistej łatwizny - bardzo się cieszę. Ale prawdziwe wyzwania dopiero przede mną :) Za tydzień Poznań, a potem jeszcze Liga w Skale.


Najbardziej rozdarty jednak jestem niską wagą, dobrze sie czuję, dobrze mi się walczy choć siła ewidentnie spadła, dobrze mi się skacze na capoeira. Co z tego, skoro wyglądam jak dziecko wojny z przerośniętą głową? :) Od poniedzialku albo od najbliższego możliwego terminu wracam na siłownię prawdopodobnie, będę trenować przysiady i martwe ciągi przed pracą, a poza tym mam zamiar dobić z masą do 95kg :)

PS. Z fajnych smaczków imprezy: pojawił się Mateusz "Pogi" Pogódź, nie wiem czy wygrał w końcu swoją kategorię (białe pasy, bardzo ambitnie), czy zajął drugie miejsce, ale złamał palec - dobrze mu tak ;D Zawody sędziowała Irena Preiss. Za pierwsze miejsce dostalem talon na balon za 100 zł, który wymieniłem na koszulkę Exxxtreme Couture (nie polecam, straszna sieczka). Roweru niestety nie wygrałem, pojechał z zawodnikiem z Opola, który wygral 3 walki przed czasem.

1 komentarz:

  1. Moje gratulacje!
    Przyciśnij coś z treningami (w sensie - jakieś filmiki!).
    Pozdro!

    OdpowiedzUsuń