niedziela, 18 września 2011

Bieg Jakubowy

Kolejne z moich małych wyzwań. Start w Biegu Jakubowym. Zero przygotowań, wystartowałem z tym, co mam.

Efekt nie najgorszy - nogi mam zajechane do granic, ale dałem radę. Na poczatku biegu obrałem sobie jednego kolegę, który biegł całkiem niezłym tempem, za pacemakera, nie było za szybko, ani za wolno, dotarliśmy razem do połowy biegu, ale pareset metrów za półmetkiem dał za wygraną. Obrałem sobie zamiast niego kolejnego, ale przy 3/4 trasy i ten odpadł. Dałem radę do ronda Ofiar Katyńskich, tam popełniłem mały błąd - zatrzymałem się na chwilę by się napić. Kiedy przestałem się ruszać prawie mi pociemniało w oczach i pierwszy raz poczułem jak bardzo bolą mnie uda i odrętwiałe stopy (nie mam odpowiednich butów do biegania ;)). Najgorzej było ruszyć, ostatnia ćwiartka to niestety góra-dół, na moście nad Łyną odpuściłem kilkadziesiąt metrów i przemaszerowałem, ale już pod górę do Wysokiej Bramy - bieg, runda przed trubuną do Mostu Św. Jana a stamtąd ostatnie 200m pod górkę starówką.

Dobiegłem na 326 miejscu z czasem 1:16:36. Ja tam jestem dumny :) Zwłaszcza, że startujących było 500-600 osób. Tętno na pulsometrze, który chyba nie do końca sprawny - wartości między 150 a 185 bpm. Po biegu najbardziej bolą uda i stopy ;) Chyba odpuszczam dziś capoeira :)

Poniżej traska z gps, chociaż niektóre wartości w podsumowaniu nie do końca mi się zgadzają:



View 2011-09-18 12:09 in a larger map

1 komentarz:

  1. Gratuluję...ja do biegania podchodzę jak do zgniłego jaja ;PPP

    Jeszcze raz wielkie gratulacje za ten WYCZYN!!!!

    Jesteś wilki!!! :)

    POZDRAWIAM

    S.

    peace & love xoxo

    OdpowiedzUsuń