czwartek, 18 sierpnia 2011

Kettlebell challenge 07 oraz BJJ

Dzisiaj była próba ognia. Do tej pory machałem sobie kettlem ot, tak - wstając od kompa, poćwiczyłem chwilę i siadałem zaraz znów do kompa (po prysznicu ;)).

Dziś natomiast zatachałem kettle'a ze sobą na matę (16kg w plecaku przez całe miasto, fakt faktem spora część autobusem, ale i tak dało mi popalić).

Po 1.5h treningu (dawno się nie kulałem, więc wypoczęty; mimo to czuję delikatną różnicę w ilości siły/dynamiki, oczywiście na plus) wziąłem sobie i pomachalem czajniczkiem.



Czas słaby (22:10).

Technika jeszcze gorsza - po prostu nie dawałem rady. Ale stopień, w jakim ćwiczenie mnie wypompowało budzi radość. Oby tak dalej.

Obym wytrzymał tak parę miesięcy. Każdy trening to coraz większa motywacja - szkoda byłoby zaprzepaścić dotychczasowy wysiłek. No i poza tym, trudno byłoby spojrzeć w lustro ;)

W październiku liga BJJ, a w listopadzie Mistrzostwa Polski. Po drodze dużo warsztatów capoeira, to mój plan do końca roku :) Nie wygrywać, ale brać udział :)

PS. Postanowiłem nagrać dziś pierwszą 'instruktażówkę' dotyczącą zestawu ćwiczeń na brzuch. Pogadałem do aparatu, pokazałem ćwiczenia, nawet zrobiłem jedną serię (bolało po wczorajszych brzuszkach), ale... aparatu nie włączyłem na nagrywanie. Fail miesiąca ;)



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz